czwartek, 2 października 2014

Nowa moda na uczelniach: przez pół roku nie uczą się, ale korzystają z przywilejów. Cierpi budżet państwa


Przez pół roku nie pracują, nie uczą się, ale korzystają z przywilejów.

Na Politechnice Krakowskiej z pierwszego roku zrezygnowało dwa razy więcej studentów niż trzy lata temu. Na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach ta liczba zwiększyła się o połowę. Na Uniwersytecie Jagiellońskim takich uciekających studentów przybyło o jedną czwartą. Lubelski UMCS w roku akademickim 2012/2013 kształcił 8,4 tys. osób. Rok później - 6291. Problem rejestruje także Politechnika Śląska. Dobrowolne rezygnacje nie idą w parze z odsetkiem wyrzucanych studentów. Ich liczba utrzymuje się na stabilnym poziomie lub rośnie zdecydowanie wolniej.

Co powoduje masowy odpływ pierwszoroczniaków? Najczęściej rozczarowanie programem i brak pomysłu na siebie. Problem narasta, gdy do niezdecydowania przyszłych żaków dołączymy liberalne podejście uczelni. - Szkoły wyższe dostają subwencję uzależnioną od liczby studentów. Przyjmują więc każdego chętnego, który może nawet nie wiedzieć, co chce studiować - tłumaczy Ireneusz Białecki, socjolog edukacji z Uniwersytetu Warszawskiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz