poniedziałek, 6 października 2014

Gazociąg Transadriatycki nabiera konturów. Bez udziału Moskwy


Od 2020 roku gaz ziemny znad Morza Kaspijskiego ma płynąć do Europy gazociągiem Gazociągiwem Transadriatyckim (TAP). Po początkowych trudnościach projekt zaczyna nabierać konturów.
Gazociąg Transadriatycki (TAP) ma, z pominięciem Rosji, dostarczać gaz znad Morza Kaspijskiego przez północną Grecję i Albanię do południowych Włoch i tam łączyć się z istniejącą już europejską siecią przesyłową.
Po tym jak niemiecki gigant energetyczny E.ON i francuski koncern Total zasygnalizowały w lutym br., że zamierzają wycofać się z projektu, co też uczyniły pod koniec września, zdawało się, że finansowanie Południowego Korytarza Gazowego stanie pod znakiem zapytania. Jednak znalazł się nowy inwestor. Enagas, jeden z największych w Hiszpanii dostawców gazu, przejmie większość udziałów koncernu E.ON.
Nadal najważniejszymi udziałowcami w projekcie TAP są brytyjski gigant energetyczny BP, norweski Statoil oraz państwowy koncern z Azerbejdżanu Socar. Każdy z nich ma 20 procent udziałów.
Pierwszych dostaw z pola gazowego Shah Deniz w Azerbejdżanie, którego zasoby szacowane są na 1 bilion m3 gazu, należy się spodziewać dopiero na początku 2020 roku. Gazociąg Transadriatycki ma zaspokajać do 20 procent europejskiego zapotrzebowania na gaz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz