wtorek, 11 listopada 2014

Bomba demograficzna tyka. Rozbroją ją Polacy ze Wschodu ?


W rozwiązaniu polskich problemów demograficznych może pomóc zapraszanie ze Wschodu młodych ludzi o polskich korzeniach. Dlaczego tego nie robimy?

Nieważne, którą gazetę otworzymy, jaki kanał telewizyjny włączymy, czy spytamy polityka z prawej, czy lewej strony, wszyscy będą zgodni: za kilka lat w kraju nad Wisłą wybuchnie bomba demograficzna. Przyczyny są dwie. Z jednej strony od lat mamy sytuację trwałego braku reprodukcji i zastępowalności pokoleń, czyli mówiąc mniej naukowo, rodzi się mniej ludzi, niż umiera. Drugą kwestią jest ujemne saldo migracyjne - znacznie więcej jest Polaków, którzy wyjeżdżają niż tych (Polaków i obcokrajowców), którzy chcą się nad Wisłą osiedlić. 

- Do emigracji skłaniają bezrobocie, ale co nawet bardziej istotne, niski poziom płac - wyjaśnia dr hab. Piotr Szukalski z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego.

Do prostej zastępowalności pokoleń statystyczna Polka powinna mieć co najmniej dwójkę dzieci (dokładnie 2,1). Od lat jest to nieosiągalne i co ważniejsze, zmiana tego trendu wydaje się bardzo trudna, jeśli nie niemożliwa. Znacznie łatwiej byłoby skupić się na zachętach imigracyjnych - tj. ściąganiu do Polski tych, którzy wyemigrowali (są to bardzo często ludzie młodzi i zaradni). 
Z tym że ściąganie tych, którzy ułożyli sobie tam życie, wymagałoby naprawdę potężnych zachęt, na które nas nie będzie stać. Nie ma się co oszukiwać - życie na Wyspach Brytyjskich jest łatwiejsze, mając prostą pracę, można dosyć dobrze funkcjonować. W Polsce pozwala to ledwo łączyć koniec z końcem.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz