sobota, 8 listopada 2014

O co chodzi w konflikcie na Gubałówce ?


Od lat nie działa "perła" Zakopanego - trasa narciarska na Gubałówce. Niegdysiejszy stok dzieli płot. Co więcej, prawdziwy mur rozdziela poglądy samych mieszkańców tego rejonu stolicy Tatr.
Parafrazując znane powiedzenie - narciarzy na Gubałówce pamiętają już chyba tylko najstarsi górale. Stok, który niegdyś był symbolem Zakopanego, stolicy polskich sportów zimowych, w oczach mieszkańców nizin od niemal dziesięciu lat jest symbolem niezgody i niesnasek, które targają góralskimi rodami. Sedno problemu jest jednak skomplikowane i po latach negatywnych naleciałości i setkach odgórnie wydanych opinii na temat tego konfliktu, trudno dociec, kto zawinił a co gorsza - jak pożar ten ugasić?
Bywało, że ludzie byli bici
Aby zrozumieć to, co obecnie dzieje się wokół stoku na Gubałówce, należy sięgnąć do początku konfliktu i odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego trasę narciarską przeciął płot? Na nizinach odgórnie orzeczono, że to wina górali z Gubałówki, a szczególnie Bożeny Gąsienicy-Byrcyn, członkini Federacji Obrony Podhala, która ów płot zleciła na swej ziemi postawić.
Co jednak nią kierowało? - Trasę zamknął sąd – wyjaśnia Bożena Gąsienica – Byrcyn. – Było piętnaście orzeczeń.
Wyjaśnia, że niegdyś właściciele tych terenów, przez Polskie Koleje Linowe traktowani byli, powiedźmy, dość ostro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz